Pokazywanie postów oznaczonych etykietą poezja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą poezja. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 11 maja 2017

Garść poezji z czasu milczenia


 

Cztery garście poezji z czasu milczenia





Błahe powody
porody wielości
doniosłych stwierdzeń
o duszy.
A ona nawet się nie poruszy,
nie czuje pustynnej suszy,
ani wilgoci tropików.
Jej zwykły las się śni,
a może i góry, jeziora
- ach nie, 
to są marzenia,
by tam jej schronienie 
do życia powołać.






Pierwsza Garść





Ginę
świata osnuta niemową
w popiołach z piór,
palonych w brzasku słońca.



=><=



Słodkie płótno świadomości
rozerwane jednym ruchem,
posypało się
jak liście z drzew jesienią.
I spomiędzy nic przestrzeni
rozkołysana wolnością wyjrzała,
by zaśpiewać historie 
nieobarczone
rzeczywistością


=><=


Spod myśli wyślizgnął się wąż
i gadów lśniące skorupy błysnęły,
ostrząc umysł na subtelności
kwiatów i roślin.
Chciałoby się, by już zakwitły
na gadzich grzbietach
fantazyjne sukulenty.















Druga Garść




 Podróże na murze - 
farbą malunki, i trunki
wypite, ukryte pod strzechą
dymiącą kadzidłem,
kolorem...




=><=


 W restauracji w operze
wisiało mięso w gablocie,
zgrabnie 
dyndając na hakach.
A wielkie szyby odbiły
niebo i przechodniów.
Za oknem jedli ludzie,
i dzwonili sztućcami,
mlaskając, łykając,
sięgając dokładki
Mięso wisiało
za szybą na hakach
kołysząc się w rytmie
twych kroków,
w muzyce milczenia
błyszczało czerwienią
i lśniło za życia
zebranym tłuszczem


 =><=



Gimnastyka rozkaźnika



Ja i świat
na arenie myśli
topią się w kształtnym mózgu

Formy jak ubranka
dla rozmaitych treści,
jak twoje oczy
patrzące na coś
osobliwego

No ubierz się
















Trzecia Garść (Hinduska)




"A teraz twoja kolej"
we śnie powiedziała
więc kradnę te słowa,
by pisać o śmierci.
To kiedy? Jak sny
wyrwane są z czasu,
pływają po smutnej 
rzece sumienia.
Może to już się stało,
tam, już stoję
u jej brzegu,
i mylę mosty w wyobraźni,
albo byłam tam 
i każdy robak był człowiekiem,
bo miał karę,
za życie.
Jak uwierzę Śiwie
to zatańczę z nim
na zgliszczach świata,
już to robię przecież
w jednym momencie,
co zniszczył - tworzy.

A teraz twoj kolej,
przecież w tej przestrzeni 
poezja się rodzi



=><=



Gwar deszczu zajrzał przez słońca promienie,
zatopił się w ciszy poranka.
Na niebie dziwaczne kolory wykwitły
i duszność zapadła nad budzącym się
w pastelach miastem.
Niewiara w chodnikach wykuła znamiona,
(sprzed wieków kultur zmieszanie)
i nadal tak różne stopy bose
dreptają po spękanej ziemi,
a w tych melodiach szukam 
zapomnianej, dawnej nocy
tonu
niskiego, lecz nieziemskiego



=><=


Zważyłam słów cienie
było ich więcej
i były cięższe
niż same słowa

Zlepiały oczy, nozdrza
czerniały w uszach,
musiałam łowić je,
latające bez końca 
w przestrzeni.

Odbijały się od mów,
dialogów, myśli, obietnic,

Zebrane uciszyły świat 
na moment
zanikł w milczącym kosmosie,
dryfując wśród spokojnych 
galaktyk

gdzie mieszały się sitary
z ptasim śpiewem












Czwarta Garść (Pocztówki)






Pocztówka ze snu

Biegną skoczne,
z wdziękiem w nów
senne me obrazy
Nakładają się na światy
i wszywają 
w myśli zwady 



=><=


Pocztówka z jawy

Zapłakana
lub obmyta deszczem,
kołysze się nad ziemią
twarz.
Szuka w słońcach
nowych nazw
i dotykiem
brodzi w źdźbłach
(pożółkłej trawy)




 =><=

 


Pocztówka z Planety Eram


Krystaliczne formy światła
przenikają swoje cienie
nie ma świtów,
mrok w nich jeden - 
nutą myśli z innych planet.
Nie czuwają,
tylko w ciszy
kreślą dzieje wyobraźni
(dla artystów 
przeciążonych materią),
wciąż do przodu,
osądzane przez czujne 
oczy galaktyk



Znalezione obrazy dla zapytania chiriko malarz
G. Chiriko







czwartek, 25 sierpnia 2016

Kawałek hinduskiej poezji



Kunwar Narain

Poza (Utkendrit, tom Koii duusraa nahiim, 1993)

Nie chcę uciekać od życia
Chcę być jego częścią -
Potrząsać nim
Jego wyimaginowaną osią
A ściślej miejscem
Najbardziej podatnym na poezję.

Najpierw uderzyć w
Ukryte źródło witalnej energii
Odpowiednio obliczonymi siłami
Potem wmontować na powrót oś
Odstąpić nieco od ustalonej orbity,
Obrać nowy kurs
Już nie tak mechaniczny
Bliższy człowieczeństwa


Słońce w pokoju (Kamre mem dhuup, tom Parveś: ham-tum, 1961)

Pokółcił się wiatr z drzwiami
słuchały tej kłótni ściany.
Słońce cichutko przysiadło na fotelu,
dziergając pulower na promiennych drutach.

Nagle czymś poruszony
wiatr wymierzył drzwiom
potężne trzaśnięcie.

Zadrżały okna
wydęta gazeta stanęła dęba
gapiły się książki o rozwartych paszczach
smukłoszyji flakon z wodą rozprysnął się na podłodze
stół wypuścił z dłoni ołówek.

Słońce podniosło się i bez słowa
wyszło z pokoju.

Wieczorem wróciło. Zastało
w domu ciszę po burzy.
 Przeciągnęło się, leglo na kanapie,
leżało, rozmyślało,
zasnęło nie wiadomo kiedyl
Gdy się obudziło, spostrzegło, że nastał świt.

 

Kedaranth Singh

Rzeka (Nadii, tom Żurawie i susza)

Dotknie cię
jeśli pójdziesz wolno
przyspieszysz - wtedy umknie ci rzeka
zabierzesz ją z sobą
pobiegnie
przez najdziksze manowce
chwytając twe palce
gdy ją porzucisz
w ciemności właśnie ona
ocali oczy tysięcy gwiazd
po cichu utrwali
cały świat
w maleńkich skorupkach ślimaków

Zaprawdę -
gdziekolwiek jesteś
nawet w porze suszy
miłuje cię rzeka
choć nie ma jej w pobliżu,
jest na pewno
przepływa bezszelestnie
pod bambusową matą
pod dywanem kwiatów

Posłuchaj czasem -
gdy całe miasto zaśnie
przyłóż ucho do drzwi
wsłuchaj się
gdzieś niedaleko
niczym jęk samicy gawiala
da się słyszeć rzeka



Tedźi Grower

Refleksy wierszy (Aks kavitaaem, tom Ant kii kuch aur kawitaaem, 2000)

Do wody
pawie pióro wpadło
w odbicie księżyca
*
Dobrze
odbicie jest tak realne
im więcej ciebie w wodzie
tym większe moje drżenie
*
Dotykam odbicia
ziemia przesuwa się
spychając cień ze skóry boga.



Tam gdzie chmury... (Ek chiibii kii tarah)

 tam, gdzie chmury przypominają kokony, nabrzmiałe snami

mrówki porzuciły chleb
i niosą mrówcze ciało

zmęczona próbami mówienia
wstaję od wyśnionego stołu

dłonie drżeć
tak bardzo
mogą tylko w opisie


 

To nie sen (Yah svapn nahiim hai, Lo kahaa Saambarii, 1994)

To nie sen
o wpół do drugiej z nocnego nieba nade mną
spada całun

nie mogę ruszyć się z łóżka
po mojej prawej nic tylko twój sen

myślę sobie
że nawet w tak głębokiej milości
nikt nikogo nie potrafi zbawić




Aśok Wadźpeji

Samotna (Niilaakaaś mem akelii, 1986)

Na własnym niebie
Samotna
      W słowach kąpie
Owija
Pragnienie
Jak płótnem
Myśli
Młodość to woda
Składa ręce w modlitwie
Otrzyma to
czego pragnie.


 Pierwszy pocałunek (Pahlaa cumban, 1966)

Dwa listki żywego kamienia
Zarumienione i spłoszone
W drżeniu przylgnęły do siebie,
Zrozumiałem:
        Mogę sprawić, że kwiat zakwitnie.





niedziela, 8 maja 2016

Bajka o Melodii

 
***
Światłowód Dźwięku
rytmem wypełnia mój oddech.

I każdy krok
w takt wszechświata stawiam.

***


              Za górami, za lasami, za kilkoma pętelkami, a może i nie... rozciągało się wielkie, błyszczące jezioro. Na nim rybak, u stóp pagórków, kołysał się w małej łódce. Nie wiadomo czy to mgła zbierała się nad doliną, czy dym z pobliskich hebanowych chat. Jak ta, w której późnym wieczorem, na dźwięku, żwawo tworzyła się Melodia.
             Miała na sobie ciemnozielone szaty i z białych kwiatów wianek. W cieniu przybierał nieokreślony kolor i jego kształt stawał się bardziej widoczny – a raczej zmienność i nieokreśloność tego kształtu. Więc nie wiadomo, co za nakrycie głowy nosiła. Jedni powiadali, że to poświata; inni, że to kwestia nastroju, emocji? A ostatni – i ci wiedzieli, że to Melodia Doświadczenia – nie przypisywali jej nic. I to też jest bardzo bez znaczenia dla ciągłości tego człowieczego stanu skupienia.
             Ta Melodia po prostu rozszerzała przestrzeń i czyniła to brzmieniem i brzemieniem bezkresu słów. Budują one skrupulatnie spirale, z czułością odznaczając granice przebytych dróg. A droga była dla niej celem – ale nie wiadomo przez jak długo. Czas, choć ważny dla toru płynięcia Melodii, nie był tak potrzebny, jak bycie słuchanym przez Masyw. Góry były bowiem wielkie i płodne, porośnięte pokornymi drzewami. Lecz kiedy Melodia zbliżała się ku ich koronom jak zbawienne promienie słońca, wyciągały się w stronę nieba. Ptasie trele, ułożone w beztroską pieśń życia, dołączały do dźwięków kreacji. By o poranku, może, kiedy wszystko staje się bardziej intensywne – dołączyć do oddechu Planety.
           Gdy Melodia Doświadczenia powracała tak po cieniach nocy, a robiła to w ciszy i z gracją – była niczym pierwszy oddech narodzonego dziecka. Jaśniejąc nad dolinami każdorazowo zapraszała na swój jedwabisty pokład utkany z subtelnych dźwięków. I pytali ludzie – kto ją taką stworzył, wygrał, wyśpiewał? Skąd te struny wszechświata i kto nimi porusza? By odpowiedzieć na to pytanie, trzeba było wybrać się za górę, przejść przez las i wzrokiem ogarnąć spokojną taflę jeziora, nawet jeśli tylko w wyobraźni. 
         To Melodia mknie po powierzchni i lekkim wiaterkiem wznosi twe włosy do góry!
         Nieskończoną daje ziemię, urodzajną, będąc promem wymiarów stworzonym z innej niż znana nam materia.
        Jeśli ją dojrzysz, usłyszysz – czyste dźwięki przecinające delikatnie krajobraz – pójdź za nimi, łącząc zmysły w jeden i zdaj dzięki niemu relację z podróży. Bo może to ekspresja jest twórcą i tworzywem Melodii. A każda z form to ekspansja, ciągłość w nowości przejawów doświadczania. Szumią one jak jasny górski potok... a może to wszystko jego opowieść, snuta cienką nicią na niebie pełnym gwiazd. A tam...

          świat jawi się jako realny. Jest to tak miłe, że odwrotność staje się absurdem. Śpiewają ptaki, tak po prostu i same pewnie nie wiedzą dlaczego podejmują się tej ekspresji. Niczym potoki spływające warkoczami splecionymi z gałęzi drzew, których celem jest istność i modelowanie wszechświata w przedsionkach doświadczenia.
          Ich obejmująca wszystkość perspektywa, nazywająca relacje pomiędzy szczegółami, okazuje się modelowaniem tego, co dąży istotą bytu – do zapętlania.
       Jezioro wszak głębokie i skrywające w sobie wiele wodnych żyjątek. Przestrzenie poezji i dźwięku splatają się więc naprzemiennie, ale praktycznie poza powierzchnią wyrażalności. Można tańczyć na ich przezroczystych lustrach lub podziwiać z zachwytem w sercu. Nic nie stanowi problemu dla przekucia treści w nieskończone formy możliwości doświadczania. A te z kolei w dźwięk mikrokrystalicznych fal miłości, by móc żyć długo i szczęśliwie, jak na końcu każdej szanującej się opowieści o Pięknych Miejscach.





Koniec