Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bóg. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bóg. Pokaż wszystkie posty

środa, 22 lutego 2017

Świeżość piekielna

       Wbrew powszechnemu mniemaniu, że życie bywa szare i nastraja pesymistycznie porą zimową, to takie piekło mentalne może być nastrajającą twórczo melodią. I parę słów o takich melodiach właśnie napiszę, ponieważ zaczynać bardzo deszczowy i bardzo szary dzień od słuchania albumu Dopethrone i czytania bardzo wymownych opisów piekła w książce Jamesa Joyce'a, jest rzeczą tak niesłychanie dołującą, że aż nie jest dołujące wcale. O tego typu paradoksach wiadomo nie od dziś - odpowiedni dystans mentalny i już mamy piękną formę doświadczeń.

      Bo ten deszcz nie dość, że ładnie brzmi, to jeszcze odświeża powietrze.
      To mi przypomniało, że ludzie wynaleźli nowy rodzaj jogi, uświadamiając sobie nagle, że to całkiem cool jest gimnastykować się na świeżym powietrzu, a najlepiej gdzieś w głuszy, albo i na kamieniach, najlepiej najbardziej kanciastych. Ten rodzaj to kilted yoga czyli Szkoci ćwiczący na gołą klatę w lesie jogę. Dobrze jest widzieć joginów z mięśniami, jak u wikingów, i dobrze jest wiedzieć, że jednak ludzie pamiętają o lasach, bo widząc dzisiejsze szkoły jogi i sposób, w jaki się ją "robi" można łatwo zapomnieć czemu to służy. Ale te nazewnictwo i podniecenie świata jakie obiegło internety mnie roześmiało do rozpuku. Może rozśmiesza mnie wszystko, co dotyczy intymnej praktyki, a jest gwałcone przez media i zachłanność. A skoro już o gwałtach i uśpionych masach mowa, o braku indywiduum w duszach,

to wróćmy do...


   Piekło to loch więzienny, ciasny i mroczny, i cuchnący, przybytek demonów i dusz potępionych, przepełniony ogniem i dymem. To Bóg stworzył ciasnotę tego lochu, by ukarać tych, którzy nie chcieli żyć w zgodzie z prawem Jego.[...] Grozę tego ciasnego i mrocznego miejsca potęguje jeszcze przeraźliwy fetor. Całe plugastwo świata, jego śmieci wszelakie i szumowiny spływać tam będą niczym do przepastnej, cuchnącej kloaki, dopóki przerażająca pożoga dnia ostatecznego nie oczyści świata. Takoż i siarka, która płonie tam w ogromnej swej masie, wypełnia całe piekło drażniącym odorem; a ciała potępieńców wydzielają smród śmiercionośny...

      ...i zmieniają się w jęczącą, wijącą się w bólu masę, której grzeszny ciężar wciąga ją jeszcze głębiej w ogniste otchłanie i każe w nieskończoność pamiętać o winach.



    Pamiętam wieczór, w którym po raz pierwszy usłyszałam o Electric Wizard, a dokładniej o jednym z utworów Funeralopolis. Wymowny tytuł tak mnie oszołomił, że w domu zamiast słuchać muzyki pierwsze co zrobiłam to poszukałam tekstu. Była to zapewne jesień, może październik, może już listopad, a ulice mojej wioski przykrywała mokra mgiełka. Przytłumione światło latarni dawało specyficzny klimat, który w połączeniu ze świeżym, ostrym powietrzem kojarzyć się może tylko z jesiennymi wieczorami ze świadomością tego, że dosłownie kilkanaście kroków przez pola dzieli małego człowieczka od wielkiego lasu i że tam nie ma światła, ale pachnie jeszcze piękniej i z mgły może wystają głowy leśnej zwierzyny, albo chociaż psa z sąsiedztwa.

    Doomowy, ciężki klimat muzyki Electric Wizard jawił mi się więc jak wyrocznia najdalszych otchłani ludzkiej egzystencji, będącej już na skraju śmierci, ale za pomocą elektryzujących czarów dalej tańczącej na tej granicy.

    No i wtedy się dowiedziałam, że istnieje taki rodzaj muzyki, który zahacza gdzieś o stylistykę Black Sabbath, ale idzie o wiele dalej (rozpryskując się oczywiście na różne podgatunki, z których lepiej zwracać uwagę na twory niekultywujące estetyki metalowca i gwiazdy rocka). Tak było:
    
 11Na początku było Black Sabbath. I Black Sabbath grało rocka.2Lecz gitarzyście obcięło trzy palce, albowiem przy obróbce skrawaniem on pracował.3I rock stał się niemożliwy. Muzyka stała się cięższa, co przyciągnęło Złego, albowiem Zły wiedział, że to było dobre.4I tak oto pierwsza płyta Black Sabbath ujrzała światło dzienne.5I popularność zespołu stała się wielka,6i następny album miał swoją premierę i podbił on Skandynawię.7Szatan widział, że to było dobre. 

     To jest skradzione z Nonsensopedii, bo pasuje tak bardzo do piekielnego tematu, który od początku poruszam.



    Muzyka rockowa wzięła się stąd, że czarni-byli-niewolnicy sprzedali duszę diabłu, żeby móc tworzyć i żeby w wolności przemierzać doliny amerykańskich rzek i prerii. Robert Johnson miał podobno taką przygodę i nagrał o tym piosenkę.

Teraz, jeśli się śpiewa i gra o Szatanie, trzeba być bardziej wymownym, tak jak w książce Joyce'a, gdzie opis katuszy piekielnych i tego jak wielkim grzesznikiem jest człowiek, ciągnie się przez kilkanaście stron w samym środku tej niewielkiej książki. Bo jeszcze nie wspomniałam jaka to książka - Portret artysty w wieku młodzieńczym. Może to jest normalne i pewnie znalazłby się na to szereg przykładów, że los artysty jest nierozłączny z ciemną stroną mocy. Nocy. Z nocą. To konieczne doświadczenie, które ucieleśnia twórczość. Ale chwila, nie będę się tu zapędzać w takie dygresje. Nie trzeba, wszystko wynika z powyższego.

A zatem Czarodziej z Wielkiej Brytanii składa hołd tej ciemnej stronie nie tylko w samej stylistyce i formie, ale także krwistej, mięsistej treści. Utwory zabierają w gęstość piekła, albo chociaż gęstą mgłę gdzieś nad urwiskiem, albo w jaskini, albo na dnie oceanu. Inspirują się literaturą, filmem i opowieściami grozy.


Kiedyś słuchałam Cradle of Filth. Kredki to zespół zakorzeniony właśnie w tradycji grozy, nawet teksty są pisane w staroangielskim. Dani Filth nawet występował w filmie klasy Z z gatunku horror - Cradle of Fear. O seryjnym mordercy.

 Podobały mi się nawiązania do Byrona, Shelleya, Lovecrafta i może to właśnie z powodu tego zespołu poznałam takich poetów. A o nich głośno krzyczy bohater książki Joyce'a i cytuje ich w myślach błądząc po dublińskich uliczkach.

Poza tym, że sama estetyka Cradle of Filth do mnie nie przemawiała, a także wielkie show grozy na koncertach nigdy nie było przedmiotem mojego doświadczenia, nie powiem, żebym nie doceniała tego elementu grania metalu i koncertu jako widowiska, wielkiego spektaklu śmierci i oddania się ciemności. To jest jak możliwość wejścia w światy rysowane piórem przez wymienionych twórców i próba przybliżenia tej grozy zwykłym ludziom. W tym wypadku jednak mistrzowsko robi to na koncertach dronowy zespół SunO) i kiedy już nie mogłam wytrzymać pod sceną, bo dźwięki wydawane ze ściany wzmacniaczy Marshalla zginały mi nogi w kolanach, położyłam się na trawie, wtopiłam w nią swoje dłonie i czując orzeźwiającą zimną ziemię, zauważyłam, że ona drży. Że dźwięki nie idą ze sceny, a spod niej, że zespół tylko wydobywa je, odkrywa, jakby był pośrednikiem pomiędzy dźwiękami korzeni najstarszych drzew a ludzką masą niegotową na odkrycie tego majestatu samemu.

Apokalipsa niekoniecznie jest melodyjna.

Ale mówiąc szczerze ja lubię melodyjność piekła.
 Bo wiecie, że to wszystko jest piekłem wewnętrznym? Tam, a nie w świecie jest arena walki dobra ze złem!


Widział wyraźnie jałowe odosobnienie, w jakim tkwił. Ani na kok nie zbliżył się do ludzi, do których pragnął się zbliżyć, ani nie przerzucił mostu nad niepokojącym go uczuciem hańby i rozgoryczenia, które dzieliło go od matki, brata i siostry. [...] Palił się, by ukoić dzikie tęsknoty serca, wobec których wszystko inne wydawało się czcze i obce. [...] Wiersze znikały z jego wag, a niepojęte krzyki i niewypowiedziane brutalne słowa wyrywały się z jego mózgu, by przedrzeć się na zewnątrz. Burzyła się w nim krew. Wędrował tam i z powrotem po ciemnej, błotnistej uliczce, próbując przeniknąć wzrokiem ponury mrok alejek i bram, nasłuchując chciwie jakiegoś dźwięku. Z głębi piersi wyrywał mu się jęk niczym osaczonemu podczas łowów zwierzęciu...


 Rozkosz jest na granicy śmieci i życia, jest uczuciem, jakie wywołuje ostateczna pustka. Jest pragnieniem uśpionym na dnie duszy, a może w ciele, a może jest w umyśle? Rozdzielenie ciała i duszy przewija się nieustannie w tego typu motywach grozy i tajemnicy. Ale kto tak naprawdę popełnia grzech? Umysł, strażnik równowagi. Ciało jedynie może się trochę pokaleczyć, dusza trochę zakopać w głębinach swej intymności. Umysł - sędzia i sądzony. Słyszy w nieskończoność bolesne skutki swoich NAZW, swojego NAZEWNICTWA, własnych POJĘĆ i ZNACZEŃ.


Czytanie kilkunastu przesyconych piekłem, grzechem i występkiem i bolesną przepaścią pomiędzy ciałem, a duszą, skłoniło mnie do wniknięcia w ten przejmujący świat, do powrócenia tam, gdzie już kiedyś byłam, choć z mniejszą świadomością, mniejszym dystansem. Mrok odświeża, bo daje kontrast. Odbija to co nim nie jest. Zawiera w sobie wszystko, co chcielibyśmy nazwać złem. Tradycje grozy są zbiorowiskiem takiego właśnie sposobu wyrażania.


Mogę już wreszcie powrócić na ukochane cmentarzysko. Utwór zawierający w sobie wszystko, co czasem każdy chciałby powiedzieć o świecie i opluć go takimi samymi słowami, ale to jest tak dobrze zagrane, że jednak trzeba dać światu jeszcze sto szans, aby brodził w tej swojej materii i produkował odżywcze kontrasty; odnogę ewolucji, huśtającą się gdzieś na horyzoncie ze świadomością wypełnioną po brzegi energią twórczego paradoksu.



 < Cytaty pochodziły z książki Joyce'a Portret artysty w wieku młodzieńczym w drugim polskim przekładzie J. Jarniewicza, którą polecam. Bo na przykład tam nie tylko dużo o piekle można się dowiedzieć, ale też tak subtelnego i tak pięknego opisu zbliżenia seksualnego, gdzie nic nie ma, a jest wszystko, to ja nigdzie dotąd nie wyczytałam!>

czwartek, 27 sierpnia 2015

Filozofia indyjska. Wedanta.




Wedanta


            Wedanta to ostatni z ortodoksyjnych systemów filozoficznych Indii i religii hinduskiej. Nazywana bywa też uttara mimansa – późniejsza mimansa, ponieważ stanowiła pełnię naturalnego rozwoju mimansy, szczególnie poprzez wpływ nauczyciela Kumarili. Mimansa zajmowała się wykładaniem i tłumaczeniem tradycji Wedy, wedanta natomiast oznacza „koniec, kres wed” – ostateczną naukę, jaką można wywieźć ze staroindyjskich pism. 

            Na kanon wedanty składają się:
-                 Upaniszady -  najważniejsze myśli wyodrębnione z Wed;
-                 Bhagawadgita - część eposu heroicznego Mahabharaty, kazanie Kryszny (wcielenia Wisznu);
-                 Brahmasutry/Wedantasutry autorstwa Bradajarany – są podstawą systemu, składają się na 555 sutr na temat Brahmana.


Nauki wedanty ukształtowały cechy intelektualne hinduizmu współczesnego, a także jego recepcji na zachodzie. Najwięksi nauczyciele i mistrzowie mistyki, filozofowie (Wiwekananda, Aurobindo Ghose, Radhakrishnan) to wyznawcy wedanty. System w sposób systematyczny i logiczny wykłada najbardziej mistyczne, duchowe i niepodważalne koncepcje, obecne w każdym systemie i nurcie religii i filozofii indyjskich.

Dzieło Bradajarany, choć uznawane za fundament wedanty, przez trudność w odbiorze, było czynnikiem wielu podziałów i odłamów nauki – na monistyczne lub pluralistyczne.

Rozkwit i swoją klasyczną postać, wedanta zawdzięcza Siankarze, siwaickemu braminowi z południowych Indii, który napisał komentarze do Brahmasutr. Dążył do syntezy myśli wedyjskiej i jej filozofii oraz pogodzenia wielu paradoksów. Zastosował w tym celu teorię buddyjską o podwójnym wzorcu prawdy.







            Siankara stworzył więc w VIIIw. klasyczną wedantę – adwajtę (niedwoistość), uznawaną za filozofię wieczystą, uniwersalną prawdę dostępną każdemu człowiekowi. Brahman uznawany za realną istność, atman, za prawdziwą naturę ludzi, maja – iluzję materii, przyczyny złudzeń i odsuwania się od źródła istnienia.
           
            Kolejnym odłamem wedanty, w XIIw, była bardziej religijna wiśisztadwajta, założona przez teologa Ramanudźę. Utożsamiał on Brahmana z Wisznu, nadając mu cechy osobowego Boga, któremu poddanie się, lub poddanie mu duszy, oznaczało zbawienie. Odrzucił także pogląd Siankary o nierzeczywistości materii. Rzeczywistość była jedna, o trzech aspektach: Brahmy, materii i dusz.

            XIII wiek wypełniła natomiast dwajta Madhwy Anandatirthy. Rozwinął koncepcję Ramanudźy dotyczącą trzech aspektów rzeczywistości, które według niego były odrębnymi istnościami. Odszedł w taki sposób od monizmu.

            Późne średniowiecze wydało z kolei trzy odłamy wedanty:
-                   Dwajtadwajta (dualistyczny monizm) Nimbarki. Najwyższym istnieniem jest Brahman i oddanie się mu, roztopienie w nim. Wszystko, co powstaje z Brahmana to tak naprawdę jego emanacja – z jednej strony jesteśmy więc tym samym, co ON, z drugiej czymś zupełnie innym.
-                   Śuddhadwajta (czysty monizm) Wallabhy, XIV i XV w. Brahman jest absolutny, a rzeczywistość, jako jego emanacja, przejaw, jest realna. To też oczywiście natura każdej duszy, żeby zaś do niej dotrzeć, należy oddać się z zaufaniem Najwyższej istności.
-                   Aćinta Bhedabheda Ćajtanji Mahaprabhy, XVIw. Skupił się on na religijnej, pobożnej relacji Brahmana z duszą, której jest bezpośrednim źródłem.


Jak widzimy, wedanta krążyła wokół tej samej myśli i choć powstało jej tyle odłamów, każdy zawiera w sobie ziarno uniwersalnej prawdy, został jedynie inaczej opisany.

            Ostateczną postać wedanty można streścić następująco: istnieje wszechobecny Brahman, którego zarazem największą tajemnicą jest jego osobowa strona (jako Ojca, Wisznu etc), wobec której dusze winny pozostać pokorne i pobożne, zbliżać się do niego dzięki moralnym uczynkom i godnemu życiu. Owe dusze są jednocześnie emanacją Brahmana, absolutu. Najwyższa Jaźń człowieka jest nim. Tat twam Asi (Ty jesteś Tym).


 Przez uniwersalność nauki często kojarzy się wedantę z pierwszym jej kierunkiem adwajtą i równocześnie to ona, od XVIII.,  rozwijała się prężnie na Zachodzie, dzięki naukom słynnych mistrzów hinduskich (Ramakryszny, Maharisziego, Paramahansę Joganandę (Self-Realization Fellowship), Sai Babę, Osho, Bhaktiwedantę Swamiego (Międzynarodowe Towarzystwo Świadomości Kryszny).

wtorek, 25 sierpnia 2015

Filozofia indyjska. Ayurveda i joga klasyczna.



 Ayurveda i joga klasyczna



Koniec szkoły sankhji w 500r. p. Chr. nie oznaczał, że system wymarł. Rozwija się obecnie trojako: jako część obrazu świata hinduisty (męska i żeńska energia tworzące świat i wszelkie cykle w życiu człowieka); jako teoretyczne fundamenty jogi klasycznej oraz jako podwaliny nauki o życiu, czyli ayurvedzie.


            Ayurveda – nauka o życiu – jest usystematyzowaną wiedzą, ale także praktyczną mądrością i sztuką zdrowego życia, która ogarnia wszystkie fazy istnienia człowieka, jego ciało, umysł i ducha.[1]

            Ten najstarszy, niekonwencjonalny system medyczny przeniósł funkcjonowanie makrokosmosu na człowieka, mikrokosmos. Wszystkie teorie wyżej omówione znalazły oddźwięk w czynnościach ciała i psychiki ludzi. Dążeniem zaś stało się osiągnięcie czystej świadomości, oczyszczone ciało i umysł, harmonia, czyli po prostu zdrowie.
            Ayurveda rozwinęła koncepcję pięciu żywiołów, które otaczają nas w codziennym życiu i jako energie skupione są w ciele.

Pięć wielkich żywiołów [przestrzeń, powietrze, ogień, woda, ziemia] tworzy trzy dosha – podstawowe energie (zasady funkcjonalne), które w różnym stopniu obecne są we wszystkim i we wszystkich istotach. Przestrzeń i powietrze tworzą vata. Ogień i woda – pitta. Woda i ziemia – kapha. Trzy doshe (humory) regulują działanie psychobiologiczne organizmu. Vata, pitta i kapha znajdują się w każdej komórce, tkance i narządzie. Kiedy są w równowadze, tworzą zdrowie. Kiedy równowagi zabraknie, powstaje choroba.

            Owe podstawowe energie odpowiadają za określone cechy człowieka, zarówno psychiczne, jak i fizyczne. Na podstawie schorzeń, dolegliwości, można ustalić jakiego elementu brakuje w organizmie, albo jakiego jest za dużo. Poprzez zbadanie stanu swego ciała i duszy w równowadze, można dowiedzieć się, jaki typ reprezentujemy w naturalnym stanie, zdrowia. Ayurveda w praktyce leczniczej stosuje środki ziołowe, indyjskie przyprawy i rośliny, których kombinacja wpływa na pobudzenie lub uspokojenie danej doshy; a także głodówki oczyszczające organizm z toksyn. 

            Ważnym elementem leczenia ayurvedyjskiego jest praca nad umysłem, czyli medytacja. Określa się ją jako wolność, brak wysiłku (a nie koncentracja, która ogranicza i zwęża umysł). Do tego stosuje się pranayamę, czyli kontrolę oddechu, tchnień żywotnych. Poprzez odpowiednie ćwiczenia oddechowe można uspokoić umysł, ochłodzić ciało, lub je rozgrzać. Oddychanie lewym nozdrzem pobudza prawą półkulę mózgu, a oddychanie nozdrzem prawym pobudza jego półkulę lewą. 

            Harmonia pomiędzy półkulami to i harmonia w życiu, zatem zapraszam do oddechu, który jak już z Upaniszad wiemy, był uważany za nosiciela życia…
           


Joga.



            Szkoła filozoficzna sankhji dała podwaliny do rozwoju jogi klasycznej, która nazywana jest też radżajogą, czyli jogą królewską. Z mistycznych i indywidualnych praktyk jogicznych, wyłoniono bardziej uniwersalne zasady i stopnie prowadzące do wyzwolenia. Jogasutry Patańdżalego uważane są za najstarszy traktat na temat jogi, zawiera on liczne aforyzmy opisujące najważniejsze punkty praktyki.

Zaczyna się od samego początku: Joga jest powściągnięciem zjawisk świadomości (citta).
Przez osiągnięcie wyzwolenia: Gdy inteligencja osiągnie taką samą czystość co purusza, to następuje kajwalia (absolutne wyzwolenie).
I wynikające z tego moce nadprzyrodzone: Energia natury nie jest przyczyną bezpośrednią wywołująca rozwój, ale sprawia to odpowiednie jej wykorzystanie przez jogina - tak jak rolnik chcąc nawodnić niżej położone pole jedynie przerywa przegrodę między polem zalanym wodą a polem poniżej.
Kajwalia następuje gdy jogin spełnił cztery cele życia i przekroczył guny. Cele i guny powracają do swego źródła, a świadomość osiada w swej własnej naturalnej czystości.

            Jogasutry są bardzo ciekawą lekturą i przestudiowanie jej daje bardziej praktyczny i życiowy wymiar naukom sankhji. Myślę, że choć sankhja uważana jest za szkołę filozoficzną nie można mówić o niej w oderwaniu od jogi, bo to właśnie w jodze królewskiej osiągnęła ona pełnię.


·         poznanie jako przypomnienie (czynniki wewnętrzne)
·         poznanie jogiczne jest intuicyjne i bezrefleksyjne
·         wszystko istnieje realnie (pod względem czasu, zarówno przeszłość, przyszłość, teraźniejszość), ale zajmuje inny stopień bytu
·         karma (osad, złoże karmiczne w postaci dobrych lub złych uczynków), wrażenia zmysłowe = przywiązanie duszy
·         uczynki powodują dojrzewanie (oddziałują na życie), dopóki tkwią w nich SKAZY
·         5 skaz: niewiedza, świadomość „jestem”, pragnienie, nienawiść, przywiązanie do życia (instynkt samozachowawczy)
·         Osłabienie skaz następuje poprzez ascezę i ćwiczenia wstępne do jogi: krijajogę (przepływ energii) oraz kontemplację
·         Praktyka przebiega przez rozmyślanie o Bogu, dobroć oraz mruczenie świętej sylaby OM (dźwięk wszechświata)
·         Uspokojenie umysłu: skupienie na Bogu, pranayama, miłość, współczucie, zadowolenie, niezważanie.
·         Ćwiczenia ze świadomością: rozmyślanie à rozważanie à błogość à czysta świadomość jestem
·         Ćwiczenie bez świadomości przynosi wyzwolenie



Oto ośmiostopniowa ścieżka jogi:

Moralność, etyka (niekrzywdzenie, prawda, powściągliwość, niepożądanie)
Zasady postępowania (czystość, zadowolenie, wysiłek, studia, Bóg)
Postawy ciała (utrzymanie jak najdłużej jednej postawy; asany)
Pranayama (kontrola oddechu, umysłu)
Powściągnięcie zmysłów
Koncentracja (dharana)
Medytacja (dhyana)
Połączenie niższej i wyższej jaźni (samadhi)



Poznanie zewnętrzne





   Poznanie wewnętrzne




  Poznanie duchowe





            Następnie wyróżnia się również jogę z powściągnięciem aktywności duchowej (umysłu). Istnieje pięć aktywności, które uniemożliwiają wyzwolenie: właściwe poznanie, błędne poznawanie, fantazjowanie, sen głęboki oraz przypomnienie.


            Inną praktykę proponuje joga tantryczna, posługująca się krijajogą. 
             Tantryzm, rozwinął się w Vw, uznawał istnienie dwóch sił: męskiej i żeńskiej, kreowanych przez Brahmę. Owe energię występują w każdym człowieku, a wyzwoleniem jest pobudzenie ich w sobie.
Krije to techniki indywidualne, udostępniane przez mistrzów swoim uczniom. (Kri – robić, czynić coś, czyn – rytuał). Krije to ruchy mimowolne ciała podczas procesu oczyszczania, a także pozwalające rozbudzić się energii kundalini. Jest to energia, moc duchowa, która przepływając przez wszystkie punkty energetyczne w ciele człowieka (czakry), zasila go szczególną mocą połączenia z Jaźnią. Przepływ energii zapewnia zdrowie i harmonijne funkcjonowanie umysłu, psychiki i duszy, lecz uważana jest za niebezpieczną, ponieważ nie wszyscy są na tyle przygotowani wewnętrznie, aby uznać możliwość istnienia takiej siły w sobie – bycia jej częścią.

            Związana z energią kundalini jest również Hathajoga (joga siły), która powstała w XVw. z inicjatywy Svatmarama i jego dzieła Hathajogapradipika. Następuje skupienie na asanach i pranajamie, wysiłku fizycznym, który pobudzi w człowieku energię i zapewni siłę fizyczną oraz psychiczną. 




[1] V.D. Lad, Ayurveda, Katowice 2014, s. 16.