Pokazywanie postów oznaczonych etykietą joga. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą joga. Pokaż wszystkie posty

środa, 22 lutego 2017

Świeżość piekielna

       Wbrew powszechnemu mniemaniu, że życie bywa szare i nastraja pesymistycznie porą zimową, to takie piekło mentalne może być nastrajającą twórczo melodią. I parę słów o takich melodiach właśnie napiszę, ponieważ zaczynać bardzo deszczowy i bardzo szary dzień od słuchania albumu Dopethrone i czytania bardzo wymownych opisów piekła w książce Jamesa Joyce'a, jest rzeczą tak niesłychanie dołującą, że aż nie jest dołujące wcale. O tego typu paradoksach wiadomo nie od dziś - odpowiedni dystans mentalny i już mamy piękną formę doświadczeń.

      Bo ten deszcz nie dość, że ładnie brzmi, to jeszcze odświeża powietrze.
      To mi przypomniało, że ludzie wynaleźli nowy rodzaj jogi, uświadamiając sobie nagle, że to całkiem cool jest gimnastykować się na świeżym powietrzu, a najlepiej gdzieś w głuszy, albo i na kamieniach, najlepiej najbardziej kanciastych. Ten rodzaj to kilted yoga czyli Szkoci ćwiczący na gołą klatę w lesie jogę. Dobrze jest widzieć joginów z mięśniami, jak u wikingów, i dobrze jest wiedzieć, że jednak ludzie pamiętają o lasach, bo widząc dzisiejsze szkoły jogi i sposób, w jaki się ją "robi" można łatwo zapomnieć czemu to służy. Ale te nazewnictwo i podniecenie świata jakie obiegło internety mnie roześmiało do rozpuku. Może rozśmiesza mnie wszystko, co dotyczy intymnej praktyki, a jest gwałcone przez media i zachłanność. A skoro już o gwałtach i uśpionych masach mowa, o braku indywiduum w duszach,

to wróćmy do...


   Piekło to loch więzienny, ciasny i mroczny, i cuchnący, przybytek demonów i dusz potępionych, przepełniony ogniem i dymem. To Bóg stworzył ciasnotę tego lochu, by ukarać tych, którzy nie chcieli żyć w zgodzie z prawem Jego.[...] Grozę tego ciasnego i mrocznego miejsca potęguje jeszcze przeraźliwy fetor. Całe plugastwo świata, jego śmieci wszelakie i szumowiny spływać tam będą niczym do przepastnej, cuchnącej kloaki, dopóki przerażająca pożoga dnia ostatecznego nie oczyści świata. Takoż i siarka, która płonie tam w ogromnej swej masie, wypełnia całe piekło drażniącym odorem; a ciała potępieńców wydzielają smród śmiercionośny...

      ...i zmieniają się w jęczącą, wijącą się w bólu masę, której grzeszny ciężar wciąga ją jeszcze głębiej w ogniste otchłanie i każe w nieskończoność pamiętać o winach.



    Pamiętam wieczór, w którym po raz pierwszy usłyszałam o Electric Wizard, a dokładniej o jednym z utworów Funeralopolis. Wymowny tytuł tak mnie oszołomił, że w domu zamiast słuchać muzyki pierwsze co zrobiłam to poszukałam tekstu. Była to zapewne jesień, może październik, może już listopad, a ulice mojej wioski przykrywała mokra mgiełka. Przytłumione światło latarni dawało specyficzny klimat, który w połączeniu ze świeżym, ostrym powietrzem kojarzyć się może tylko z jesiennymi wieczorami ze świadomością tego, że dosłownie kilkanaście kroków przez pola dzieli małego człowieczka od wielkiego lasu i że tam nie ma światła, ale pachnie jeszcze piękniej i z mgły może wystają głowy leśnej zwierzyny, albo chociaż psa z sąsiedztwa.

    Doomowy, ciężki klimat muzyki Electric Wizard jawił mi się więc jak wyrocznia najdalszych otchłani ludzkiej egzystencji, będącej już na skraju śmierci, ale za pomocą elektryzujących czarów dalej tańczącej na tej granicy.

    No i wtedy się dowiedziałam, że istnieje taki rodzaj muzyki, który zahacza gdzieś o stylistykę Black Sabbath, ale idzie o wiele dalej (rozpryskując się oczywiście na różne podgatunki, z których lepiej zwracać uwagę na twory niekultywujące estetyki metalowca i gwiazdy rocka). Tak było:
    
 11Na początku było Black Sabbath. I Black Sabbath grało rocka.2Lecz gitarzyście obcięło trzy palce, albowiem przy obróbce skrawaniem on pracował.3I rock stał się niemożliwy. Muzyka stała się cięższa, co przyciągnęło Złego, albowiem Zły wiedział, że to było dobre.4I tak oto pierwsza płyta Black Sabbath ujrzała światło dzienne.5I popularność zespołu stała się wielka,6i następny album miał swoją premierę i podbił on Skandynawię.7Szatan widział, że to było dobre. 

     To jest skradzione z Nonsensopedii, bo pasuje tak bardzo do piekielnego tematu, który od początku poruszam.



    Muzyka rockowa wzięła się stąd, że czarni-byli-niewolnicy sprzedali duszę diabłu, żeby móc tworzyć i żeby w wolności przemierzać doliny amerykańskich rzek i prerii. Robert Johnson miał podobno taką przygodę i nagrał o tym piosenkę.

Teraz, jeśli się śpiewa i gra o Szatanie, trzeba być bardziej wymownym, tak jak w książce Joyce'a, gdzie opis katuszy piekielnych i tego jak wielkim grzesznikiem jest człowiek, ciągnie się przez kilkanaście stron w samym środku tej niewielkiej książki. Bo jeszcze nie wspomniałam jaka to książka - Portret artysty w wieku młodzieńczym. Może to jest normalne i pewnie znalazłby się na to szereg przykładów, że los artysty jest nierozłączny z ciemną stroną mocy. Nocy. Z nocą. To konieczne doświadczenie, które ucieleśnia twórczość. Ale chwila, nie będę się tu zapędzać w takie dygresje. Nie trzeba, wszystko wynika z powyższego.

A zatem Czarodziej z Wielkiej Brytanii składa hołd tej ciemnej stronie nie tylko w samej stylistyce i formie, ale także krwistej, mięsistej treści. Utwory zabierają w gęstość piekła, albo chociaż gęstą mgłę gdzieś nad urwiskiem, albo w jaskini, albo na dnie oceanu. Inspirują się literaturą, filmem i opowieściami grozy.


Kiedyś słuchałam Cradle of Filth. Kredki to zespół zakorzeniony właśnie w tradycji grozy, nawet teksty są pisane w staroangielskim. Dani Filth nawet występował w filmie klasy Z z gatunku horror - Cradle of Fear. O seryjnym mordercy.

 Podobały mi się nawiązania do Byrona, Shelleya, Lovecrafta i może to właśnie z powodu tego zespołu poznałam takich poetów. A o nich głośno krzyczy bohater książki Joyce'a i cytuje ich w myślach błądząc po dublińskich uliczkach.

Poza tym, że sama estetyka Cradle of Filth do mnie nie przemawiała, a także wielkie show grozy na koncertach nigdy nie było przedmiotem mojego doświadczenia, nie powiem, żebym nie doceniała tego elementu grania metalu i koncertu jako widowiska, wielkiego spektaklu śmierci i oddania się ciemności. To jest jak możliwość wejścia w światy rysowane piórem przez wymienionych twórców i próba przybliżenia tej grozy zwykłym ludziom. W tym wypadku jednak mistrzowsko robi to na koncertach dronowy zespół SunO) i kiedy już nie mogłam wytrzymać pod sceną, bo dźwięki wydawane ze ściany wzmacniaczy Marshalla zginały mi nogi w kolanach, położyłam się na trawie, wtopiłam w nią swoje dłonie i czując orzeźwiającą zimną ziemię, zauważyłam, że ona drży. Że dźwięki nie idą ze sceny, a spod niej, że zespół tylko wydobywa je, odkrywa, jakby był pośrednikiem pomiędzy dźwiękami korzeni najstarszych drzew a ludzką masą niegotową na odkrycie tego majestatu samemu.

Apokalipsa niekoniecznie jest melodyjna.

Ale mówiąc szczerze ja lubię melodyjność piekła.
 Bo wiecie, że to wszystko jest piekłem wewnętrznym? Tam, a nie w świecie jest arena walki dobra ze złem!


Widział wyraźnie jałowe odosobnienie, w jakim tkwił. Ani na kok nie zbliżył się do ludzi, do których pragnął się zbliżyć, ani nie przerzucił mostu nad niepokojącym go uczuciem hańby i rozgoryczenia, które dzieliło go od matki, brata i siostry. [...] Palił się, by ukoić dzikie tęsknoty serca, wobec których wszystko inne wydawało się czcze i obce. [...] Wiersze znikały z jego wag, a niepojęte krzyki i niewypowiedziane brutalne słowa wyrywały się z jego mózgu, by przedrzeć się na zewnątrz. Burzyła się w nim krew. Wędrował tam i z powrotem po ciemnej, błotnistej uliczce, próbując przeniknąć wzrokiem ponury mrok alejek i bram, nasłuchując chciwie jakiegoś dźwięku. Z głębi piersi wyrywał mu się jęk niczym osaczonemu podczas łowów zwierzęciu...


 Rozkosz jest na granicy śmieci i życia, jest uczuciem, jakie wywołuje ostateczna pustka. Jest pragnieniem uśpionym na dnie duszy, a może w ciele, a może jest w umyśle? Rozdzielenie ciała i duszy przewija się nieustannie w tego typu motywach grozy i tajemnicy. Ale kto tak naprawdę popełnia grzech? Umysł, strażnik równowagi. Ciało jedynie może się trochę pokaleczyć, dusza trochę zakopać w głębinach swej intymności. Umysł - sędzia i sądzony. Słyszy w nieskończoność bolesne skutki swoich NAZW, swojego NAZEWNICTWA, własnych POJĘĆ i ZNACZEŃ.


Czytanie kilkunastu przesyconych piekłem, grzechem i występkiem i bolesną przepaścią pomiędzy ciałem, a duszą, skłoniło mnie do wniknięcia w ten przejmujący świat, do powrócenia tam, gdzie już kiedyś byłam, choć z mniejszą świadomością, mniejszym dystansem. Mrok odświeża, bo daje kontrast. Odbija to co nim nie jest. Zawiera w sobie wszystko, co chcielibyśmy nazwać złem. Tradycje grozy są zbiorowiskiem takiego właśnie sposobu wyrażania.


Mogę już wreszcie powrócić na ukochane cmentarzysko. Utwór zawierający w sobie wszystko, co czasem każdy chciałby powiedzieć o świecie i opluć go takimi samymi słowami, ale to jest tak dobrze zagrane, że jednak trzeba dać światu jeszcze sto szans, aby brodził w tej swojej materii i produkował odżywcze kontrasty; odnogę ewolucji, huśtającą się gdzieś na horyzoncie ze świadomością wypełnioną po brzegi energią twórczego paradoksu.



 < Cytaty pochodziły z książki Joyce'a Portret artysty w wieku młodzieńczym w drugim polskim przekładzie J. Jarniewicza, którą polecam. Bo na przykład tam nie tylko dużo o piekle można się dowiedzieć, ale też tak subtelnego i tak pięknego opisu zbliżenia seksualnego, gdzie nic nie ma, a jest wszystko, to ja nigdzie dotąd nie wyczytałam!>

poniedziałek, 16 stycznia 2017

Mrugnięcia spomiędzy słów


    

Znalezione obrazy dla zapytania aboriginal art           To będzie postrefleksyjny... post refleksyjny dotyczący ostatnio przetartych przeze mnie szlaków w świecie ludzkiego wytwórstwa kulturą zwanego.
            

 Z obrazkami prezentującymi sztukę aborygeńską.













Pierwszy 

            Zacznę od tego, że jednak pisanie powieści ma wciąż sens, a szczególnie ich czytanie ma sens, bo one wciąż mogą nauczyć nas czegoś o świecie i życiu, przede wszystkim - o snuciu swojej własnej historii. Snujemy je w myślach i są to subiektywnie malowane opowieści o nas samych i paru dodatkach z zewnątrz, ale przede wszystkim jesteśmy tam my, a naprzeciw cały świat. I choć te refleksje snujemy w nieskończoność, to nie zawsze, albo nawet rzadko, uświadamiamy sobie ich jakość.
           Jakość refleksji, stopień ich świadomego wyszycia sprawia, że możemy zdystansować się do siebie i wyskoczyć dalej poza znane struktury poznania, dalej poza własne definicje (siebie i świata).
 


          Pomijając odnośniki filozoficzne - powieść zaczyna się jak filozoficzna rozprawa. To punkt wyjścia, ale nie dla nas, to początek refleksji autora, który pisze i który w swojej refleksji umieszcza bohaterów, wydarzenia. I zamiast je łączyć spójną fabularną nicią (tym co czyni powieści powieściami), on je łączy refleksjami, nawiązaniami i wtrętami tego, który pisze i który sam się zastanawia, albo nawet już wie, wie po jakim morzu dryfuje. W każdym razie łączenie fabuły refleksjami jest oryginalne i wielu pisarzy być może chciałoby to zrobić, ale nie wiem czy ktoś to zrobił z podobnym skutkiem. Bo czasem mamy jakieś rozważania, ale nie wiemy jak je poskładać, żeby dało się to czytać. Albo mamy historię ale nie wiemy jak ją skleić, żeby nadać jej jakiś sensowny ciąg. Kundera to wymyślił i zrobił to w formie bardzo przyjemnej dla czytelnika, a przynajmniej dla mnie to było przyjemne, bo te poziomy dystansu sprawiły, że i ja zdystansowałam się do siebie i do problemów poruszanych w książce.
           A wątków jest tam sporo i nawet nie o konkretne rzeczy chodzi. Największym prezentem od Kundery jest to, że sami możemy wysnuć opowieść o sobie i swoich relacjach z antynomiami, z tym wszystkim, co sprawia, że raz czujemy się lekko, a raz ciężko... A czasem ten ciężar wszechświata nie pozwala oddychać, a czasem niesiemy go na plecach z gracją i nonszalancją. Ten taniec z życiem wcale nie przypominał mi filozofii Nietzschego, ani Parmenidesa, ani tych wszelkich nawiązań do zachodniego dyskursu. Ja miałam w głowie koncepcje taoistyczne, jak choćby zdanie wyczytane w Daodejing -

Ciężar jest źródłem lekkości, stałość rządzi ruchem


            Choć muszę przyznać, że o nawiązaniach w kulturze do Nietzschego i konia w Turynie to ja jeszcze coś kiedyś napiszę...


Podobny obraz

Drugi.


         Jeśli jesteśmy przy książkach to jeszcze na chwilę muszę wylać z siebie poddenerwowanie używaniem słowa JOGA w książkach niezwiązanych z praktyką hinduskich braminów lub choćby z ćwiczeniami fizyczno-duchowymi jakichkolwiek nauczycieli opierających się na dawnych medytacjach. Bo co się nie obejrzę to na przykład widzę książkę JOGA ARCHITEKTURY. I powiedzcie mi od kiedy architektura uprawia jogę? Może architekci tak, ale budynki to z pewnością nie, nawet nazwy asan nieszczególnie nawiązują do tej tematyki... Zioła też jogi nie robią, choć pogrążone w medytacji najdoskonalszej są z całą pewnością. Zielarze to co innego, oni są blisko tych praktyk, ale mięta czy też kurkuma jogi nie robią, chyba że w Indiach, czy ktoś to widział? JOGA ZIÓŁ jest jednak trochę bliżej, no bo ayurveda ziołami się zajmuje a i do leczniczej strony jogi jest blisko. Ale kochani, nie tytułujcie swoich książek w taki sposób, bo to trochę boi i jakkolwiek pięknie nie wygląda słowo joga w połączeniu innych słów, nie dodaje im to mistycyzmu czy czego tam chcecie, to jednak lepiej nie wpowadzać czytelników w błąd. A jeśli zależy wam na pięknie słownych kombinacji to może chociaż to łapkami spiąć " " jakoś kursywą napisać...
           JOGA się nie obrazi za te połączenia, jogi to zbytnio nie obchodzi. Joga w zasadzie nawet nie istnieje. To słowo nawet nie filozoficzne, a jeśli już chcemy je widzieć filozoficznie to wciąż pozostaje to w słowniku filozoficznym więc nijak ma się do architektury i innych takich.
           To słowo abstrakcyjne, opisuje pewien poziom duchowego zaangażowania, w dodatku silnie związany z trybem życia, i świadomym wyborem. Ale nie będę się rozwodzić nad tym, joga na trawie, albo na macie wciąż jogą może nie być. I może wam tego nie powiedzieć żaden jogi nauczyciel czy mistrz.
            Joga nie istnieje, dopóki nie przestanie istnieć jako słowo i nie stanie się działaniem na poziomach ducha, w dodatku bardzo głębokich, takich gdzie to słowo jest tylko echem czegoś rozumnego.


  Znalezione obrazy dla zapytania aboriginal art

Trzeci.


             Muzycy z podnieceniem chyba czekali na nowy rok, żeby zaraz w styczniu opublikować, wydać, pokazać światu swoje nowe albumy, dumnie ukazać się na you tube z dopiskiem 2017. Mnie się to podoba, jako, że lubię znajdywać na tym portalu świeżo dodane albumy. Co urzekło mnie do tej pory? Będzie doom, stoner i psychodela.

      
KONCERTY

         Po grudniowym koncercie Obscure Sphinx, 4dots i Sounds like the end of the world, mogłam z dumą stwierdzić, że miniony rok zakończyłam z mięsistym przytupem dobrej muzyki. Ja lubię muzykę robioną na poważnie i zaangażowaniem, bo to jest coś, co dźwiękami wsysa do swego wnętrza i jest naprawdę krwista, jest cielesna, swoim ciężarem jednak przemawia do najlżejszej efemery...
        Taka była muzyka Obscure Sphinx, a koncert był majstersztykiem emocji i dźwięków, których brakowało mi od paru miesięcy na żywo. Nie jem mięsa, ale w muzyce bardzo często szukam właśnie mięsa. Żeby artysta, wiecie metaforycznie pokazał swoje flaki, swoje ciało obsadził dźwiękami i żeby to ono je wydawało. Posłuchajcie nowego albumu Oscure i idźcie na koncert bo warto to zobaczyć przede wszystkim.
       A 4dots to nowy projekt, który tak samo zasuwa w podskokach po starych grobowcach, a one drżą i pękają z siły tego skoku. Muzyka czysto dźwiękowa, w sensie - bez wokalu. Jak dobrze! Perkusista był jak wielka ośmiornica i to jest komplement. Komplementem dla muzyków był też zakup ich świetnie i oryginalnie wydanej płyty.



ROSJA nie tak "ŻADNA"***

       Z odkryć jeszcze zeszłorocznych muszę dodać genialny projekt z Rosji, łączący różne tradycje muzyczne w piękny medytacyjno-taneczny krajobraz. MAHAON
 

Jeśli lubicie takie brzmienia, z pewnością zainteresuje was projekt KYOTO, album zaczynający się nie tylko w magicznie wprowadzającym w klimat rosyjskim, ale także przenoszącym słuchacza w prawdziwą muzyczną podróż. Lubię takie przygody w wyobraźni, dzięki muzyce naprawdę można podróżować, a może planujecie podróż innego kalibru - to sądzę, że te dźwięki się zdecydowanie nadadzą.


     



       A teraz wróćmy do roku 2017.

       Co usłyszał Królik?

 Oto co polecamy na różne okazje:


GRECJA

Grecję stonerowo reprezentował Naxatras, a tymczasem mają tam też inne świetne bandy i tak to właśnie brzmi: lekko, przyjemnie i tak do poskikania, pokiwania się. ALARM. Deaf Radio i to jest ich pierwszy album. Oby nie poszli o krok dalej w te podskoki, bo stoner od mało piaszczystej pustyni dzieli bardzo niska wydma, coś jak plaża bałtycka. Ale wróżę im dobrze. Swoją drogą, czy usłyszę kiedyś grecki język w greckim stonerze? Chciałabym, niechże muzyka będzie lokalna czy coś..



Drugi grecki band podoba mi się ze względu na dwie rzeczy:
1. Okładka nawiązująca niby do tańczącego Śiwy, niby do dysku z Fajstos.
2. Przyjemna, konkretna muzyczka. Konkretna, bo odwołująca się do silnej tradycji heavy rockowej, doomowej, bez zbędnego p..................... No i wokal zasługuje na uwagę i odsłuch.
Album jest czymś, co mogłabym nazwać klasycznym graniem i dobrze by brzmiało w przestrzeni klimatycznego baru :) Aha, ta klasyczność przejawia się też w tym, że jest to brzmienie uniwersalne, więc mówiąc, że to gracki band, niewiele to robi dla słuchu.




MEKSYK

   Vinnum Sabbathi to zespół kalibru kosmicznego, bo sami swoją muzykę określają, jako instrumental sci-fi. Brzmi zachęcająco? Ja nic więcej nie dopisuję, muzyka mówi za siebie. A tu jeszcze do przesłuchania ich poprzednie albumy! Czuję się zachęcona.



AUSTRALIA

Ten kraj jest piękny i tajemniczy. Kojarzy mi się z: kangurami, Aborygenami, wyspą Tasmanią (polecam poczytać i popatrzeć) i serialem Zagubieni (bo lecieli z Sydney do Los Angeles, ale się rozbili po drodze)... Z tymi skojarzeniami najciekawiej wypadają Aborygeni, bo to lud, który spotkał bardzo przykry los, a przecież posiadają bardzo cenną dla świata kulturę, bliską ziemi i szamańskich praktyk. Ich sztuka łączy w sobie tajemnicę i pewien ciężar wiedzy albo intuicji.. łączy się z tym, co od początku pisałam - ciężar wszechświata...
I tym zgrabnym sposobem przechodzę do muzyki. Miałam przejść tak, że muzyka, którą pokażę nieszczególnie skojarzyłaby się z Australią, piękną wyspą, a jednak teraz przejście wypada inaczej. Te tajemnicze dźwięki pasują mi tu jak ulał...
Znalezione obrazy dla zapytania aboriginal art

Lizzard Wizard przypomina mi momentami Kylesę, której słuchałam NAMIĘTNIE parę lat temu w zimę, wracając ośnieżonymi wiejskimi drogami do domu. Tutaj mamy podobny uścisk mocy i oddech groźnego sekretu tego czarownika. Polecam bardzo. Nagrali jeszcze inne albumy, których nie znam, ale śmiem oceniać je po okładkach :) W przyszłości jednak na pewno przesłucham i zobaczymy co mi ukażą australijscy muzycy.



IRLANDIA

     W sumie nie wiem czemu zamieszczam kraj, z którego muzyka pochodzi - obecnie formy muzyczne są dosyć uniwersalne i pochodzenie niespecjalnie może mieć znaczenie. Ale zawsze to jakiś klucz, zawsze można poszukać inspiracji w krajobrazach i językach. Tym razem album z kanału Cosmic Soundwaves, który bardzo cenię, bo dużo dobrej muzyki za ich pośrednictwem poznałam. Poznałam też album bardzo przestrzenny i "zimowy", nawiązujący przynajmniej nazwami poszczególnych utworów muzycznego świata psychodeli, a ogółem oscylujący pomiędzy niebem, a podwodnym światem. Fajne jest tutaj spokojne rysowanie przestrzeni i podbijanie jej transgesyjną, wędrowniczą wyobraźnią. Muzyka biwaku i przygody, bym rzekła.



POLSKAAA

Świeżutki teledysk i niesamowity zespół, który zobaczyłam na koncercie granym przed Blindead. I o ile nowy Blindead nie robi na mnie wrażenia, o tyle LONKER SEE unosi mnie za uszy tam gdzie być przy słuchaniu lubię. Skład zespołu, muzyka i atmosfera, którą tworzą - zobaczcie to koniecznie na żywo, a tymczasem:


SŁOWENIA

I tu na koniec powróćmy do klimatu antynomii i zwróćmy uwagę na świetną okładkę, znaczący tytuł oraz tytuły utworów, które wyłamują się z hiperbolizującego muzyczno-psychodeliczne podróże stonera i konkretnie stawiają nas na ziemi, z uszami na karku. Zresztą, zobaczcie jaki jest ostatni kawałek..
Takie tu zabawy ze stonerowo-domoowym kanonem wyczuwam. Fajno





Uszanowanie:)
    Znalezione obrazy dla zapytania aboriginal art

wtorek, 25 sierpnia 2015

Filozofia indyjska. Ayurveda i joga klasyczna.



 Ayurveda i joga klasyczna



Koniec szkoły sankhji w 500r. p. Chr. nie oznaczał, że system wymarł. Rozwija się obecnie trojako: jako część obrazu świata hinduisty (męska i żeńska energia tworzące świat i wszelkie cykle w życiu człowieka); jako teoretyczne fundamenty jogi klasycznej oraz jako podwaliny nauki o życiu, czyli ayurvedzie.


            Ayurveda – nauka o życiu – jest usystematyzowaną wiedzą, ale także praktyczną mądrością i sztuką zdrowego życia, która ogarnia wszystkie fazy istnienia człowieka, jego ciało, umysł i ducha.[1]

            Ten najstarszy, niekonwencjonalny system medyczny przeniósł funkcjonowanie makrokosmosu na człowieka, mikrokosmos. Wszystkie teorie wyżej omówione znalazły oddźwięk w czynnościach ciała i psychiki ludzi. Dążeniem zaś stało się osiągnięcie czystej świadomości, oczyszczone ciało i umysł, harmonia, czyli po prostu zdrowie.
            Ayurveda rozwinęła koncepcję pięciu żywiołów, które otaczają nas w codziennym życiu i jako energie skupione są w ciele.

Pięć wielkich żywiołów [przestrzeń, powietrze, ogień, woda, ziemia] tworzy trzy dosha – podstawowe energie (zasady funkcjonalne), które w różnym stopniu obecne są we wszystkim i we wszystkich istotach. Przestrzeń i powietrze tworzą vata. Ogień i woda – pitta. Woda i ziemia – kapha. Trzy doshe (humory) regulują działanie psychobiologiczne organizmu. Vata, pitta i kapha znajdują się w każdej komórce, tkance i narządzie. Kiedy są w równowadze, tworzą zdrowie. Kiedy równowagi zabraknie, powstaje choroba.

            Owe podstawowe energie odpowiadają za określone cechy człowieka, zarówno psychiczne, jak i fizyczne. Na podstawie schorzeń, dolegliwości, można ustalić jakiego elementu brakuje w organizmie, albo jakiego jest za dużo. Poprzez zbadanie stanu swego ciała i duszy w równowadze, można dowiedzieć się, jaki typ reprezentujemy w naturalnym stanie, zdrowia. Ayurveda w praktyce leczniczej stosuje środki ziołowe, indyjskie przyprawy i rośliny, których kombinacja wpływa na pobudzenie lub uspokojenie danej doshy; a także głodówki oczyszczające organizm z toksyn. 

            Ważnym elementem leczenia ayurvedyjskiego jest praca nad umysłem, czyli medytacja. Określa się ją jako wolność, brak wysiłku (a nie koncentracja, która ogranicza i zwęża umysł). Do tego stosuje się pranayamę, czyli kontrolę oddechu, tchnień żywotnych. Poprzez odpowiednie ćwiczenia oddechowe można uspokoić umysł, ochłodzić ciało, lub je rozgrzać. Oddychanie lewym nozdrzem pobudza prawą półkulę mózgu, a oddychanie nozdrzem prawym pobudza jego półkulę lewą. 

            Harmonia pomiędzy półkulami to i harmonia w życiu, zatem zapraszam do oddechu, który jak już z Upaniszad wiemy, był uważany za nosiciela życia…
           


Joga.



            Szkoła filozoficzna sankhji dała podwaliny do rozwoju jogi klasycznej, która nazywana jest też radżajogą, czyli jogą królewską. Z mistycznych i indywidualnych praktyk jogicznych, wyłoniono bardziej uniwersalne zasady i stopnie prowadzące do wyzwolenia. Jogasutry Patańdżalego uważane są za najstarszy traktat na temat jogi, zawiera on liczne aforyzmy opisujące najważniejsze punkty praktyki.

Zaczyna się od samego początku: Joga jest powściągnięciem zjawisk świadomości (citta).
Przez osiągnięcie wyzwolenia: Gdy inteligencja osiągnie taką samą czystość co purusza, to następuje kajwalia (absolutne wyzwolenie).
I wynikające z tego moce nadprzyrodzone: Energia natury nie jest przyczyną bezpośrednią wywołująca rozwój, ale sprawia to odpowiednie jej wykorzystanie przez jogina - tak jak rolnik chcąc nawodnić niżej położone pole jedynie przerywa przegrodę między polem zalanym wodą a polem poniżej.
Kajwalia następuje gdy jogin spełnił cztery cele życia i przekroczył guny. Cele i guny powracają do swego źródła, a świadomość osiada w swej własnej naturalnej czystości.

            Jogasutry są bardzo ciekawą lekturą i przestudiowanie jej daje bardziej praktyczny i życiowy wymiar naukom sankhji. Myślę, że choć sankhja uważana jest za szkołę filozoficzną nie można mówić o niej w oderwaniu od jogi, bo to właśnie w jodze królewskiej osiągnęła ona pełnię.


·         poznanie jako przypomnienie (czynniki wewnętrzne)
·         poznanie jogiczne jest intuicyjne i bezrefleksyjne
·         wszystko istnieje realnie (pod względem czasu, zarówno przeszłość, przyszłość, teraźniejszość), ale zajmuje inny stopień bytu
·         karma (osad, złoże karmiczne w postaci dobrych lub złych uczynków), wrażenia zmysłowe = przywiązanie duszy
·         uczynki powodują dojrzewanie (oddziałują na życie), dopóki tkwią w nich SKAZY
·         5 skaz: niewiedza, świadomość „jestem”, pragnienie, nienawiść, przywiązanie do życia (instynkt samozachowawczy)
·         Osłabienie skaz następuje poprzez ascezę i ćwiczenia wstępne do jogi: krijajogę (przepływ energii) oraz kontemplację
·         Praktyka przebiega przez rozmyślanie o Bogu, dobroć oraz mruczenie świętej sylaby OM (dźwięk wszechświata)
·         Uspokojenie umysłu: skupienie na Bogu, pranayama, miłość, współczucie, zadowolenie, niezważanie.
·         Ćwiczenia ze świadomością: rozmyślanie à rozważanie à błogość à czysta świadomość jestem
·         Ćwiczenie bez świadomości przynosi wyzwolenie



Oto ośmiostopniowa ścieżka jogi:

Moralność, etyka (niekrzywdzenie, prawda, powściągliwość, niepożądanie)
Zasady postępowania (czystość, zadowolenie, wysiłek, studia, Bóg)
Postawy ciała (utrzymanie jak najdłużej jednej postawy; asany)
Pranayama (kontrola oddechu, umysłu)
Powściągnięcie zmysłów
Koncentracja (dharana)
Medytacja (dhyana)
Połączenie niższej i wyższej jaźni (samadhi)



Poznanie zewnętrzne





   Poznanie wewnętrzne




  Poznanie duchowe





            Następnie wyróżnia się również jogę z powściągnięciem aktywności duchowej (umysłu). Istnieje pięć aktywności, które uniemożliwiają wyzwolenie: właściwe poznanie, błędne poznawanie, fantazjowanie, sen głęboki oraz przypomnienie.


            Inną praktykę proponuje joga tantryczna, posługująca się krijajogą
             Tantryzm, rozwinął się w Vw, uznawał istnienie dwóch sił: męskiej i żeńskiej, kreowanych przez Brahmę. Owe energię występują w każdym człowieku, a wyzwoleniem jest pobudzenie ich w sobie.
Krije to techniki indywidualne, udostępniane przez mistrzów swoim uczniom. (Kri – robić, czynić coś, czyn – rytuał). Krije to ruchy mimowolne ciała podczas procesu oczyszczania, a także pozwalające rozbudzić się energii kundalini. Jest to energia, moc duchowa, która przepływając przez wszystkie punkty energetyczne w ciele człowieka (czakry), zasila go szczególną mocą połączenia z Jaźnią. Przepływ energii zapewnia zdrowie i harmonijne funkcjonowanie umysłu, psychiki i duszy, lecz uważana jest za niebezpieczną, ponieważ nie wszyscy są na tyle przygotowani wewnętrznie, aby uznać możliwość istnienia takiej siły w sobie – bycia jej częścią.

            Związana z energią kundalini jest również Hathajoga (joga siły), która powstała w XVw. z inicjatywy Svatmarama i jego dzieła Hathajogapradipika. Następuje skupienie na asanach i pranajamie, wysiłku fizycznym, który pobudzi w człowieku energię i zapewni siłę fizyczną oraz psychiczną. 




[1] V.D. Lad, Ayurveda, Katowice 2014, s. 16.

poniedziałek, 24 sierpnia 2015

Filozofia indyjska. Sankhja.




Sankhja



Teoretyczną treścią jogi jest sankhja, najstarszy system filozoficzny. Samkjhja = rachunek, liczba, wyliczenie. To nauka, której korzenie odnajdujemy w Wedach, Upaniszadach oraz mitycznym jej twórcy Kapile. Następnie czerpano inspiracje z Bhagawadgity, Mokszadharmy i traktatów medycznych. 

            Sankhja klasyczna (II-XIw.n.e.) to czas ostatecznego kształtu filozofii, a zarazem podziału jej na trzy najważniejsze szkoły, z których każda miała prowadzić do zbawienia, choć inną drogą.






            Filozofia sankhji bardzo dokładnie opisała zasady funkcjonowania świata i energii w nim zawartych. 

            Fundamenty bytu są dualistyczne: to PURUSZA (element męski, duchowy, bierny, świadomy, atman, człowiek duszy) + PARKRUTI (element żeński, materia, aktywna, czynna, nieduchowa, pramateria).

            Świat zbudowany jest więc z dwóch zasad męskiej zasady poznawczej, biernej, ale duchowej oraz z żeńskiej zasady twórczej, czynnej, choć nieduchownej. Ich wspólny taniec powoduje powstanie intelektu (inteligencji, kosmicznego porządku), a następnie świadomości własnego ja (ego, poczucie tożsamości, centrum naszych działań, myśli i reakcji). Świadomość zaś przybiera trzy różne stany w zależności od ułożenia trzech własności (guna):

-                   SATTVA = dobroć, światło, mądrość, przebudzenie, esencja. Dzięki niej powstaje umysł, zmysły i narządy zmysłów.

-                   RAJAS = namiętność, ruch, zmienność, aktywność. Powoduje powstanie doznań zmysłów, uczuć, emocji.


-                   TAMAS = ciemność, tępota, bezwład, ignorancja. Odpowiada za sen, zamieszanie, prowadzi do powstania materii, to źródło pięciu żywiołów, tworzących podstawę świata materialnego.



            Pięć żywiołów to jedna z najważniejszych koncepcji sankhji. Według teorii akumulacji, każdy element posiada określone własności i równocześnie wynikają one z siebie w sposób rosnący i tak samo żywioł niższy posiada wszystkie cechy żywiołu wyższego.

Elementy
Własności
Eter
Dźwięk
Wiatr
Kontakt/dotyk + dźwięk
Ogień
Kształt/widzenie + jw.
Woda
Smak + jw.
Ziemia
Zapach + jw.


            Sankhja wymienia dwadzieścia pięć istności wynikających z Puruszy i Prakruti


       
     Według sankhji do sfery materii należą narządy psychiczne oraz wszelkie procesy psychiczne i stany świadomości. Zatem procesy wiodące do przywiązania i wyzwolenia rozgrywają się wyłącznie w sferze materii. Dusza odnosi do siebie samej stany świadomości (i inne), choć należą one do materii i przez to błędne mniemanie jest przywiązana do ciała. Dusza mylnie sądzi, że jest świadomością, w rzeczywistości nie dotyczą jej ani przywiązanie, ani wyzwolenie!

Dusza tedy nie jest wyzwolona, nie jest związana ani nie transmigruje tym, co transmigruje, co jest związane i co będzie wyzwolone, jest wielopostaciowa materia.[1]

            Cały system cechuje rozbudowana psychologia, ponieważ próbowano wykazać czynniki psychiczne umożliwiające osiągnięcie wyzwolenia (system 50ciu przedstawień, potem 60ciu kwestii). Wyodrębniono pięcioraką matrycę uczynków (własności psychicznych):
1.      wytrwałość
2.      wiarę
3.      upodobanie
4.      pragnienie wiedzy
5.      niepragnienie wiedzy

a także trzystopniowe wyzwolenie, poprzez: wiedzę, brak żądz i ustanie obrzędów religijnych. 

            Świadomość uznano za materię wypełniającą narządy. Pochodzi ona z pramaterii, pojawia się, gdy w psychice gości dobroć (sattva). Stany świadomości w drodze do wyzwolenia podzielono na cztery sprzeczne pary:

Prawość i przewina
moralność, karma
Wiedza i niewiedza
procesy świadomościowe
Pragnienie i brak pragnienia
akty wolicjonalne
Moc i niemoc
działanie i aktywność psychiczna 
  

Człowiek.


          Istnieją trzy narządy wewnętrzne człowieka: umysł, świadomość „ja” i intelekt. Służą przyswajaniu i wykorzystywaniu wrażeń odbieranych przez zmysły zewnętrzne. Warto zauważyć na podwójne rozumienie świadomości w sankhji. 

            Z jednej strony mamy świadomość „ja”, czyli ego, odpowiadające za nasze funkcjonowanie w świecie, myśli i odbieranie bodźców, które z kolei wpływają na stan świadomości (jasny, zmienny lub ciemny); z drugiej strony, mówi się, że dobro duszy to cecha świadomości, a zatem element materialny w sankhji. Dusza zaś jest ponad tymi podziałami. 

            Otóż w późniejszych koncepcjach pojawia się teoria współdziałania duszy i świadomości. Skoro bowiem świadomość jest na tyle elastyczna, by przybierać różne stany, to niewykluczone, że jest w stanie przejąć „duchowość duszy”, przyjąć formę duchowości i w taki sposób przelewać swoje doświadczenie wewnętrzne na świat, urealniać je. Choć Frauwallner opisuje tę koncepcję, jako sztuczną, mi wydała się niezwykle fascynująca, nie tylko ze względu na własne przeżycia, ale przede wszystkim na ujęcie świadomości, jako jedynego niematerialnego narządu, który jest w stanie łączyć się z duszą. Praktyki medytacyjne i inne mają na celu roztopienie się atmana, jaźni, poprzez wyciszenie wszelkich czynności zmysłowych. Jeśli świadomość jest w stanie przyjąć stan dobroci w swoim najgłębszym przejawie (bez zniweczenia świadomości „ja”, potrzebnego do funkcjonowania w świecie), to z pewnością może stać się emanacją choćby małej części duszy.[1]


            Sankhja pierwotnie tłumaczyła więc dynamikę świata nadprzyrodzonym dobrem duszy, później natomiast Windhjawasin stwierdził, że to moc uczynków i wynikający z niej obowiązek napędza istnienie wszelkiego bytu i dzieje się to samorzutnie

         Ostatnią z wartych wymienienia teorii sankhji jest teoria przyczynowości, według której skutek zawarty jest w przyczynie. Na tym jednak kończą się filozoficzne poglądy i klasyczna, jak i jakakolwiek, sankhja. Za koniec systemu uważa się porażkę nauczyciela Madhawy w polemice z buddystą Gunamatim w 500r. p. Chr.








[1] To moje prywatne rozważania poparte jedynie swoimi doświadczeniami.




[1]  E. Frauwallner, Historia filozofii indyjskiej, przekł. L. Żylicz, 1990, s. 351.

niedziela, 23 sierpnia 2015

Filozofia indyjska. Epos i początki jogi.



Filozofia eposu i joga


            Powstanie ludowego eposu heroicznego Indii – Mahabharaty­ – miało miejsce przed rozwojem buddyzmu i dżinizmu. Pochodzi on ze staroindyjskiej epoki rycerskiej i zawiera dalszy ciąg myśli wedyjskiej. Wraz z eposem rozwijał się hinduizm, czerpiąc z jego poszczególnych fragmentów (głównie Bhagawadgity) inspirację i potwierdzenie wiary.

Mahabharata ukazuje bratobójczą walkę między przedstawicielami tego samego staroindyjskiego rodu książęcego. […] Ten olbrzymi zbiór zawiera też liczne teksty filozoficzne. Bhagawadgita, „Pieśń Wzniosłego” jest najsławniejsza spośród owych tekstów i została wpleciona w szczególnie sugestywny fragment eposu. Kiedy obie armie zwaśnionych przedstawicieli rodu książęcego stoją naprzeciw siebie, gotowe do rozstrzygającej bitwy, Ardżuna, jeden z najsławniejszych bohaterów, dostrzegając w szeregach przeciwnika licznych swoich krewnych, waha się podnieść broń przeciwko nim i wyjawia to swemu woźnicy, Krysznie. Ten zaś, będący wcieleniem najwyższego boga Wisznu, zaczyna rozpraszać jego wątpliwości i przekazuje mu szereg pouczeń i objawień.[1]


            Epos był źródłem teoretycznej podbudowy religii indyjskiej, a mianowicie ortodoksyjnych systemów filozoficznych: sankhji i jogi, mimansy i wedanty oraz wajsiesziki i njaji. Najwcześniejsza jest joga, która ze względu na jej praktyczność, uznawana jest za metodę uniwersalną. Po eposie spotkać ją można w buddyzmie, potem w sankhji.


      Joga


            Mokszadharma jest bardziej znaczącą pod względem filozoficznym częścią Mahabharaty. To tekst pouczający o sposobach osiągnięcia wyzwolenia. Tutaj mamy zaczątki myśli, która później rozwinie się jako sankhja, dotyczące pięciu elementów, atmana – najwyższej istności i jego przykuciu poprzez zmysły do koła żywotów.

Tak jak w lustrze spokojnej wody widzi się okiem własną postać, tak samo, gdy zmysły są uspokojone, postrzega się za pomocą świadomości jej przedmiot. I tak, jak w zmąconej wodzie nie widzi się już własnej postaci, tak samo również przy niespokojnym stanie narządów zmysłowych za pomocą świadomości nie postrzega się już jej przedmiotu.[2]

            Stąd bardzo łatwo było do powstania sposobu na powściągnięcie zmysłów i wszelkiej aktywności ciała, aby pozwolić umysłowi na czysty ogląd rzeczywistości, a następnie skierowanie świadomości w stronę wyższego poznania. 

            Joga (yuj – kontrola, jarzmo, zjednoczenie, połączenie) to dążenie do osiągnięcia poznania wyzwalającego poprzez systematyczne ćwiczenie ciała i ducha na drodze wewnętrznej koncentracji, poprzez bezpośrednie widzenie i przeżycie. Liczy się doświadczenie własne, które jogin przeżywa medytując, przekraczając granice pomiędzy ja i nie-ja, pomiędzy schematem umysłu, a jego całkowitą wolnością oraz momentem, w którym myślenie zanika. 

            Joga w najbardziej pierwotnej odsłonie była ściśle związana z ascezą i kojarzona z medytacją oraz pozycją lotosu. Tak praktykowano ją wśród ascetów i buddystów, a Tantry Jogi Najwyższej zajmowały się przepływem delikatnych kanałów energii w ciele. Z biegiem czasu tradycyjna joga przekształciła się w ćwiczenia wymuszające ów przepływ energii lub odblokowujący go. Wiąże się to z tym, że praktyka jogiczna stała się bardziej popularna i człowiek nieobeznany z ascezą i naukami hinduskimi nie miał odpowiedniej wewnętrznej podbudowy dla swoich ćwiczeń. 

            Rdzeniem jogi jest jednak ascetyczne, skromne życie, powściągliwość zewnętrzna i wewnętrzna oraz – co szczególnie wypływa z Upaniszad (Hymn Siandilji)mistyka, głębokie doświadczenie duchowe.






            Joga jest najbardziej mistyczną częścią myśli indyjskiej. Niezgłębioną tajemnicą, najwyższym zjednoczeniem, które pojąć można jedynie na drodze własnego przeżycia. Uwolnienie zmysłów od ich przedmiotów, uspokojenie umysłu, to stan do jakiego dążą jogini, poprzez medytację, studia, prawdomówność, skromność, prostolinijność, cierpliwość, czystość, uczciwość. Muszą ominąć wszelkie przeszkody swoim spokojem i wytrwałością. Joga jest praktyką bardzo wewnętrzną i nawet jeśli współcześnie przybrała formę zwykłych ćwiczeń fizycznych, to tak naprawdę proces zjednoczenia i budzenia atmana dzieje się nieprzerwanie, samoistnie. 

            Tajemniczość obcowania z Bogiem, o którym niewiele się mówi, a jednak jest on obecny jako przedmiot kontemplacji, to subtelne poznanie najwyższej prawdy. Takiej, o której się nie mówi. Równocześnie joga, jako metoda tantryczna, to taniec z energiami, których świat otwiera się przed joginem, wytrwale utrzymującym swoją Łączność z… .




W następnym poście teoretyczna strona jogi - system sankhji.



[1] E. Frauwallner, Historia filozofii indyjskiej, przekł. L. Żylicz, 1990, s. 133.
[2] Mahabharata, XII, 205, w. 2-3.